poniedziałek, 18 marca 2013

Mroczna strona piesków

  Polacy lubią marudzić. Mają ku temu swoje powody - stan służby zdrowia, ogromna część wypłaty znikająca w czeluściach tworów państwowych, infrastruktura sprawiająca miejscami wrażenie, jakby od Drugiej Wojny Światowej nie widziała budowlańca, uległa postawa w prowadzeniu polityki zagranicznej... Można by wymieniać godzinami. Demokracja pośrednia ma to do siebie, że żadne z nas osobno nie posiada możliwości przeprowadzenia legalnych zmian na wymienionych wyżej płaszczyznach. Można się oczywiście organizować w rozmaite ruchy społeczne, ale, jak głosi pewne powiedzenie, gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania.
  Biorąc pod uwagę czas i zasoby jednej osoby możemy za to wprowadzać zmiany stosunkowo mniejsze, dokonując małych rewolucji we własnym zachowaniu, co bezpośrednio przełoży się w niewielkim stopniu na jakość życia całej wspólnoty.
  Do czego zmierzam?
  W mojej miejscowości rozpoczął się okres roztopów. Tony tego białego dziadostwa nikną z godziny na godzinę odkrywając rzeczy, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Wczesnym rankiem wyszedłem wraz w Whitney na zewnątrz celem odbycia porannego spaceru. Świeciło słońce, wiał wcale przyjemny wiaterek, a co śmielsze ptaki rozpoczynały próby generalne przed swoimi wiosennymi występami. Uśmiechnięty przystanąłem na stopniu i zaczerpnąłem wielki haust... smrodu starych, przerażających w swojej ilości i gabarytach psich fekaliów.
   Drodzy rodacy, szanowi psiarze - do ciężkiej kurtyzany opłakanej kondycji materialnej, SPRZĄTAJCIE PROSZĘ PO SWOICH PUPILACH.
  Naprawdę nie widzicie niczego nieodpowiedniego w pozwalaniu na narastanie śladów psiej bytności, aż ich ilość osiągnie wręcz kabaretowe rozmiary? Nie przeszkadza Wam konieczność odbycia slalomu w drodze po pieczywo? Lubicie woń, jaka się roznosi przy trzydziestu stopniach Celsjusza? Nie wierzę Wam.
  Dlaczego nie czynicie swojej podstawowej powinności? Brzydzicie się? Jestem w stanie to zrozumieć, jednakże część już miała do czynienia (a resztę spotka to prędzej czy później) z niemowlęciem i zmienianiem pieluch - nie ma tu żadnej różnicy. W obu przypadkach mamy do czynienia z istotą, która po prostu nie jest w stanie udać się do przybytku w celu załatwienia swoich potrzeb, zatem trzeba ją w pewnych kwestiach wyręczyć. To jest chwila, kiedy miłość w końcu musi wygrać z obrzydzeniem.
  Sprawa jest prosta:
  1. Organizujecie przy drzwiach wejściowych torbę, do której natychmiast wrzucicie foliowe siatki po pieczywie oraz pozostałe siaty, których nie wyrzuciliście "bo mogą się kiedyś przydać".
  2.  Przed każdym spacerem z kochaną kudłatą bestią bierzecie dwie siatki (dobrze mieć jedną w zapasie)
  3. Czekacie, aż piesek zrobi, co ma być zrobione
  4. Metoda Na Cukiernika: nakładacie siatkę na dłoń, zbieracie omawiane obiekty i wywijacie folię na drugą stronę. Siatkę zawiązać
  5. Ignorujcie zdumione spojrzenie psa
  6. Pozbądźcie się siatki przy pierwszej nadarzającej się okazji
   Ja na początku używałem dwóch siatek na raz celem zmniejszenia dyskomfortu psychicznego.

  Stosując wymienione wyżej kroki przyczyniacie się do zwiększenia atrakcyjności estetycznej okolicy oraz zyskujecie moralne prawo do narzekania na ludzi niesprzątających po psach.
  Niby nic, ale faktycznie wpływa  na  poprawę naszej sytuacji. Będziemy mogli mówić: "Stan służby zdrowia jest fatalny, ogromna część wypłaty znika w czeluściach tworów państwowych, infrastruktura sprawia miejscami wrażenie, jakby od Drugiej Wojny Światowej nie widziała budowlańca, nasi politycy płaszczą się przed zagranicznymi ALE przynajmniej  w okolicach mojego domu już nie śmierdzi".
  Warto, naprawdę warto. Trzymajcie się!

                                                                                                                                                                                                                                                                                                            Szarozielony

8 komentarzy:

  1. O tak, trafiłeś w sedno. Omijanie psich kupek w okresie wczesnowiosennym jest dobijające. Idziesz sobie w gówniany poniedziałek do gównianej pracy i jeszcze na dodatek wdeptujesz w kilka gównianych psich gównien. Shit!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I już wiesz, że to nie będzie dobry dzień.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Co raz ładniejsze te Twoje profilowe.

      Usuń
  3. Podpisuję się pod tym postem! Każde wakacje spędzam u rodziny za granicą i jak wychodzę z ich psem to zawsze po nim sprzątam bo tam jest przyjęte, że się sprząta i już! No i bardzo dobrze. Po za tym mandat za niesprzątanie to 500 $, więc nie ma szans, żebyś podczas spaceru natknął się na taką nieprzyjemną niespodziankę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też są kary finansowe za niesprzątanie po swoim kudłatym przyjacielu, niestety, powoduje to że ich właściciele po prostu najpierw upewniają się czy w okolicy nie ma strażnika miejskiego. Problem tkwi w ludziach.

      Usuń
  4. Dobrze wiedzieć, że istnieją właściciele psiaczków, którzy potrafią po nich posprzątać. Ja akurat zwierzaczka nie mam. Miałam wiele lat temu i szczerze, to nie pamiętam, czy moja rodzina po nim sprzątała.
    To, co widać już nie tylko na trawnikach, ale też często na samiusieńkim środku chodnika, jest przerażające. Dobrze by było, aby ludzie w końcu coś z tym robili. W końcu wszyscy tutaj żyjemy, to nie jest Londyn sprzed wieków, żeby odchody walały się po ulicach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej mamy wyuczony odruch patrzenia pod nogi :)

      Usuń