niedziela, 2 grudnia 2012

Półtora miesiąca bez aktualizacji



  Czemu to uczyniłem? Albo lepiej: czemu nic nie uczyniłem? Zakładać swój własny kącik w Internecie, publikować w nim swoje wypociny tylko po to żeby nagle olać sprawę? Jestem załamany własną postawą.
  Muszę się ogarnąć.
  Teraz jak już się przełamałem przerywając milczenie trzeba będzie zadbać trochę o bloga. A w zasadzie dwa blogi. Jedynym problemem jest  motywacja, która była uprzejma ulecieć jakiś czas temu i brak weny twórczej. O czym pisać, do jasnej ciasnej? O polityce? Nieliczni komentatorzy zaczęliby walczyć na śmierć i życie, a przecież nie o to chodzi. O uczelni? W tym roku będę się bronił, więc może jakiś materiał na notkę się znajdzie. O moim psie? Introwertyczna i paranoiczna - tutaj bez zmian. W przeciwieństwie do mnie jest wyjątkowo konsekwentna. Moje przemyślenia? Ciekawe jak długo można się dzielić z internautami rezultatami swojego rozkminiania bez bycia zaszufladkowanym w kategorii "Uwaga, kompletny psychol". W sumie parę osób z cyberprzestrzeni już mi to sugerowało. Ach, te Demotywatory... może i jakość serwisu leci na pysk, ale na pluralizm poglądowy użytkowników nie ma co narzekać. Pełno tam naprawdę wściekłych ludzi nieświadomych faktu, że z ludzi prezentujących swoje poglądy stali się wulgarnymi trollami. Biedactwa. Rozmowa z nimi przypomina szturchanie kijem wściekłe pawiany przez pręty klatki. A przynajmniej tak zakładam, nigdy nie szturchałem pawianów. Trzeba być wyjątkową mendą, żeby stosować takie praktyki. W takim razie czemu stosuję je na ludziach? Czyżbym był cholernym sadystą z nadmuchanym ego? Może te kilka tysięcy punktów za komentarze na Demotywatorach i dwa gościnne występy na Mistrzach przewróciły mi w głowie? Internecie, coś Ty ze mną zrobił? Dlaczego przeszedłem od tragedii leniwego blogera do szturchanych pawianów?


  Stało się! Consumantum est! Przeczytałem powyższy akapit napisany jednym tchem i widzę tam wyłącznie bełkot szaleńca. To oficjalne - odwala mi. Chociaż ludzie lubią psycholi. Taki Joker od Batmana... STOP!
Będzie tych dygresji!

  A teraz na poważnie: to, co właśnie przeczytaliście, drodzy Odbiorcy, to rezultat pewnego eksperymentu. Pewna osoba (serdecznie pozdrawiam!) poradziła mi remedium na niemoc twórczą. Chodzi o to, żeby siąść i zacząć pisać o tym, co się akurat nawinie. Metoda jak widać zadziałała, choć efekt jest przerażający. Oznacza to jednak, że powrót do bloga będzie łatwiejszy niż przypuszczałem. Szkoda by było tak to zostawić, w końcu sam Wujek Google mnie kojarzy (nie wierzycie, sprawdźcie).
  Wpadnijcie za jakiś czas. Zamierzam się ogarnąć i zadbać trochę o mój kawałek Internetu. Trzymajcie się!
                                                                                                         
                                                                                                                       Szarozielony. 

2 komentarze:

  1. no wreszcie! hmmm, oczywiście, nawijka o randomowym szicie zza okna jest najlepsza :D fragment o pawianach bardzo mi się spodobał. ja też przeczytałam jednym tchem i widzę, że internet Cię jakoś ciągnie w dół... jak nas wszystkich, jea.
    trzymaj się i MASZ PISAĆ! pozdro :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając Twój wpis, przypomniało mi się, jak promotor tłumaczył nam na seminarium, że "broni się" doktorat, a w przypadku licencjatu i magisterki można mówić tylko o egzaminie dyplomowym.
    I (muszę, po prostu muszę to napisać) chyba powinno być "szturchanie kijem - kogo? czego? - wściekłych pawianów".
    Wybacz komentarz od czapy.

    OdpowiedzUsuń