środa, 10 października 2012

Kac moralny na wykładzie

  Witam wszystkie osoby wpadające na ten blog mimo jego długiego nieaktualizowania. Muszę się ostro wziąć się do roboty w tym temacie. Wypadało by też, abym w końcu skrobnął parę słów na Wirtualnych Emocjach. Pomysły już są, pozostaje tylko rzecz najtrudniejsza: przysiąść i wziąć się do roboty.
  Materiałem na dzisiejsze przemyślenia jest jeden z odwiecznych zgrzytów w szkolnictwie wyższym. Ale po kolei:
  Tego dnia odwiedziłem wydział celem wysłuchania jednego, jedynego wykładu. W planie mam dwa, ale pierwszą rzeczą, jaką uczynił wykładowca było odwołanie zajęć w przyszłym tygodniu. Jest to człowiek tak luźny, że aż budzi niepokój. Wracając do tematu - wraz z kilkoma odważnymi z mojej grupy zająłem miejsce w auli. Mieliśmy już styczność z tym profesorem i spodziewaliśmy się tragedii. Niestety, nie pomyliliśmy się.
  Nie chodzi o to, że profesor G. ma trudny charakter, bo nie ma. Prywatnie jest to człowiek przeuroczy. Sprawę, z jaką odwiedziłem go na dyżurze załatwiliśmy w kilka minut w miłej atmosferze. W przeciwieństwie do niektórych jego kolegów, do których najpierw trzeba wystać godzinę, a potem tłumaczyć się w jakim celu kalamy swoją obecnością ich gabinet. Powtórzę: nie mam żadnych zastrzeżeń do profesora G. jako człowieka.
  Ale te wykłady...
  G. wygląda na jakieś osiemdziesiąt lat. Niestety, BARDZO to się przekłada na jakość zajęć. Polegają one na przepisywaniu definicji nakreślonych na foliowych slajdach i "omawianiu ich". Sęk w tym, że same definicje, cechy i tak dalej są tak ogólnie nakreślone, że studenci nie wyrabiają z chłonięciem banałów. Przez ostatnie półtora wykładu G. omawiał nam definicje (wiele), rodzaje i cechy jednego pojęcia. Chodzi mianowicie o "planowanie". Jak widać występuje tu ten sam problem co w każdym przedmiocie z dziedziny ogólnie pojętego zarządzania- wpierdylion definicji do wyuczenia, zero konkretów.
  G. stał za biurkiem i mówił, co jakiś czas chichocząc cicho pod nosem z własnego żartu. Wydawał się tkwić myślami w innym wymiarze, gdyż nie reagował na nic, co działo się w auli. Siedziałem na swoim rozkładanym krześle naiwnie dzierżąc długopis. Zerknąłem w prawo: koleżanka zaczęła czytać jakąś powieść Stephena Kinga. Z lewej kolega z wyrazem skupienia na twarzy grał w pokera na swoim telefonie. W pewnym momencie jego oblicze się rozjaśniło, gdy udało mu się ułożyć strita i wyjść na prostą. Przynajmniej jedna osoba myślała o swojej przyszłości.
  W tym momencie zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia. Powinienem chłonąć wiedzę emitowaną przez starego profesora i wykorzystać ją w przyszłości! A może to nie są tylko banały? Może to banały z drugim, trzecim i czwartym dnem? Może G. tylko udaje nieogarniętego i śledzi, kto na sali uważa na wykładzie? Niestety. Pomimo moich tytanicznych wysiłków nie dałem rady skupić się na tych zajęciach. Czułem się paskudnie. Zwłaszcza ze świadomością, że wiele osób oddało by wszystko żeby móc się uczyć.
  Warto w tym miejscu wspomnieć casus profesora Ś. Niewymawiane "ł" sugeruje, że starzec pochodzi ze Wschodu. Jego wykłady (na które razem ze mną chodziło góra dwadzieścia osób) polegały na tym, że szanowny profesor otwierał podręcznik swojego autorstwa w Microsoft Wordzie i czytał go. Kiedy przyszło do zaliczenia przedmiotu egzamin pisali ci, którym nie udało się zdobyć piątki z ćwiczeń (mniej więcej połowa roku). W pierwszym terminie go zaliczyła jedna osoba.

  Pytanie do Was: czy wyrzuty sumienia w przypadku takich wykładów są na miejscu? Czy istnieje coś takiego jak bezwartościowe wykłady, które można bez problemu omijać? Dlaczego na każdym wydziale znajdzie się staruszek zaniżający poziom? Z całym szacunkiem i sympatią do staruszków, rzecz jasna.

12 komentarzy:

  1. Ja stety/niestety nie mam takich problemow. Moja grupa nie jest liczna, a jedyny wyklad odbywa sie w malej sali, wiec bylabym bezczelna, gdybym wyciagnela ksiazke i zaczela ja czytac (chociaz pociaga mnie to o wiele badziej niz wyklad). Poza tym wiekszosc moich zajec to praktyczna nauka jezyka, wiec nie mam czasu sie nudzic :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dżiz, jak odpowiadasz na komentarze to też musisz wpisywać to wkurzające 16 flawyes hgehigeuio 483 dhgi73 uioey78363 87hf urheui 8 79348 dfvj h ?!

      Usuń
    2. Przepraszam, włączyłem te filtry antyspamowe pamiętając o koledze, który zostawił kiedyś swoją stronę bez nadzoru na tydzień. Jak wrócił, okazało się, że w komentarzach roiło się od reklam viagry i ofert powiększania różnych części ciała. Od tamtej pory uważam.
      Pociesz się, przy okazji robisz dobry uczynek! Nie wiem, czy wiesz, ale ten niewyraźny tekst to fragmenty książek, których komputer nie mógł odczytać. Przepisując je, przyczyniasz się do digitalizacji książek! Brawo, Sabino! Wspierasz kulturę i naukę!

      Usuń
    3. super.

      ej, ja mam to wyłączone i najgorsze, co mi się przytrafia to jakieś "obserujemy? <3" ale da się z tym żyć. poza tym blogspot i tak filtruje komentarze, dziś ze spamu wyciągnęłam jakiś Twój wpis sprzed miesięcy coś tam "na drugim koncu kontynentu" hahaha a propos dziewczyn z męskim mózgiem.

      Usuń
    4. Mój...wpis...w...spamie? Chyba blogspot uznał, że jestem zbyt natarczywy.

      Usuń
    5. xD aż dwa były! właśnie się śmiałam dziś z tego. natarczywy Hubert.

      Usuń
  2. FOLIOWE SLAJDY! <3
    ja nie mam wyrzutów sumienia... miałam bardzo podobną sytuację na polibudzie - na wykłady do osiemdziesięcioletniego pana od teorii obwodów nie przychodził prawie nikt, bo on i tak prowadził wykład jakby dla siebie... cóż. nie widzę powodów, żeby mieć wyrzuty sumienia - studenci odetchną, on zarobi i połowę obleje (i tak mu wszystko jedno).
    co do "fejmu" na moim blogu, to tak jak pisałam kilka dni temu, lubię blogi. podobnie jak do Ciebie, trafiłam przypadkiem na mnóstwo innych blogów, zaczęłam komentować, ludzie zaczęli odpisywać i jakoś poszło... nie robię nic z przymusu, lubię wszystkich odwiedzać, a fakt, że "mnie" czytają, cieszy :) zasługujesz na podobną audiencję, jak nie lepszą, bo jak wspomniałam, nie piszesz aż takich bzdetów jak ja :D zrobić Ci reklamę? :p pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa. Dyskretna reklama? W sumie czemu nie? Byłoby mi bardzo miło!

      Usuń
    2. w następnym poście, bo ten dzisiejszy był już przygotowany wcześniej :D

      Usuń
  3. w zasadzie często mam tez podobne odczucia ale niektórych wykładowców nie da się słuchać, mają swój świat do którego nie potrafią nas z zaciekawieniem wpuścić :)

    OdpowiedzUsuń