niedziela, 26 sierpnia 2012

Zaryzykowałem - przepis z Sieci

  Chciałbym, żeby moje życie składało się wyłącznie z takich dylematów. I Wam również tego życzę.

  Pod koniec wizyty u Dziadków otrzymałem od nich siatę wypełnioną papierówkami z działki. Na nic kulturalna odmowa, na nic argumentowanie że jestem sam na gospodarstwie i nie mam kiedy ich zjeść bo jabłuszka mimo że smaczne bardzo szybko tracą na wartości. Żadna siła nie jest w stanie odwieść Dziadków od obdarowania nas żywnością. Kij z tym, że przepełnienie spożywcze zaczęło wpływać negatywnie na zdolność do przemieszczania się.
  Siedziałem z założonymi rękami medytując nad problemem. Papierówki zmieniały swoją postać praktycznie z godziny na godzinę, więc trzeba było działać szybko. W końcu w moim umyśle zapaliła się lampka:

  "A może da radę upiec z tego jakieś ciasto?"

   Jestem geniuszem.

   Jedyny problem stanowiły moje umiejętności cukiernicze, ale to nie było ważne! Jedną z najważniejszych rzeczy w życiu jest świadomość celu. Potem idzie już z górki. Podszedłem do komputera z zamiarem wykorzystania potęgi Internetu do wyszukania przepisu na miarę moich możliwości. W mojej wyobraźni już widziałem gorącą, przyrumienioną słodka szarlotkę z cynamonem, idealną do herbaty.
  Przełykając ślinę wstukałem w wyszukiwarkę "szarlotka z papierówek".
  Kurde, to nie może być aż tak proste.
  Nie zwlekając (papierówki z każdą chwilą robiły się co raz mniej atrakcyjne) skoczyłem do sklepu po brakujące składniki. Najwięcej czasu spędziłem na obieraniu i krojeniu jabłek. Po odcięciu nieatrakcyjnych fragmentów wyszło mi tego 800 gramów. Idealnie,
  Po ugnieceniu ciasta i przygotowaniu nadzienia wstawiłem swoje małe dzieło sztuki do piekarnika. Miałem godzinę. W sam raz na posprzątanie kuchni. Rozejrzałem się ze zgrozą po pomieszczeniu. Jak jeden człowiek mógł narobić takiego syfu? Czy inni nie przygotowują ciast, ja wiem, bardziej finezyjnie? Wziąłem się do roboty pocieszając się, że moja zdolność do szerzenia chaosu w miejscu pracy na pewno jest zrównoważona przez jakąś wspaniałą zaletę. Mam nadzieję że niebawem się ujawni.
  Po wystudzeniu szarlotki ukroiłem sobie kawałek. Pamiętając o moim poprzednich wyczynach kulinarnych byłem nastawiony raczej sceptycznie.
  Szarlotka była przepyszna
  Zszokowany ukroiłem sobie drugi kawałek. Potem trzeci, tak dla pewności. Nie było żadnych wątpliwości - wyszła mi smaczna szarlotka. Musiałem usiąść ze zdziwienia. Moi krewni po zjawieniu się w domu również byli w ciężkim szoku.

  W tym miejscu należałoby rozreklamować trochę stronę osoby, której zawdzięczam przepis. Oto link.

  Polecam. Mnie udało się zrobić zjadliwe ciasto, a na pewno czyta ten tekst osoba bardziej wprawna ode mnie. Mam nadzieję, że ów link w przyszłości sprawi komuś odrobinę radości.
 Trzymajcie się!
                                                                                                          Szarozielony

17 komentarzy:

  1. respekt, jestes geniuszem! moja kazda przygoda z kuchnia konczy sie kompletna katastrofa, narobienie syfu to pierwsy i najmniejszy problem. co do dziadkow, wszyscy sa tacy sami... ja ostatnio dostalam 3 olbrzymie tablicki czekolady w najbardziej upalny dzien ever.
    ale krotki ten przepis! moze sama sie skusze.. a nie, tu nie ma papierowek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stop it, you!

      Ja planuję się przekonać czy inne jabłka się sprawdzą w przepisie. Obstawiam że tak. A przepis jest rzeczywiście prosty, spróbuj Sabino.

      Usuń
    2. ha, nikt tak do mnie nie mówi. mi się nawet muffiny nie udały :c ale może kiedyś się skuszę, trzeba być odważnym

      Usuń
    3. A co to za gadanie "bo mi nie wychodzi!"? Jakby mnie zawsze wychodziły majstersztyki. Więcej treningu. Piec, nie marudzić! Pomyśl, ile będziesz miała ciasta dla siebie. Ja potem zrobiłem jeszcze dwie szarlotki :)

      Usuń
    4. dobra, rzeczywiście, fakt posiadania ciasta mnie przekonuje. ostatnio podobnie zmotywowana wzięłam się za muffiny, jak już wspominałam. zrobiłam podwójną porcję. były OBLEŚNE.
      ok, muszę coś z tym zrobić

      Usuń
  2. Podziwiam to - ja jestem beznadziejną kucharką, ale chciałabym to zmienić. Ciągle obiecuję sobie, że wkrótce zabiorę się do gotowania/pieczenie i wciąż nic!

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz co, moim zdaniem facet powinien lepiej gotować (nie mówię tu o pieczeniu ciast/ciasteczek itd.) niż kobieta, bo to zawsze jakiś plus, poza tym to fajna sprawa jest.
    I wracając do teatralingu, to spróbuj sobie cały monolog powiedzieć i potem powiesz mi, jak wyszło ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w wolnym czasie :) wiesz, było by miło gdybyś na tym blogu posługiwała się jakimś psudonimem - Ciężko mi rozpoznać, z któym "Anonimowym" rozmawiam :)

      Usuń
  4. Nooo, wydaję się łatwe, ale tak naprawdę mega trudne ;) Miałam do niedawna tu blog o lady Rose Astor, ale ludzie jej nie znali, więc skasowałam. Będzie rose.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale tylko jak po angielsku brzmi `rose`, inaczej jest brzydkie. A czemu Ty masz ksywę szarozielony?

      Usuń
    2. No tak, to w sumie fajnie masz, bo to ładne kolory są, a jeszcze jak się je połączy to już w ogóle się komponują ładnie. R.

      Usuń
  5. Fajnie, że zaufałeś i się udało:) I do tego smakowało:)
    Fajnie piszesz, tak lekko, dobrze się to czyta:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie i również pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Pozytywne myślenie i wszystko jest możliwe ;P

    OdpowiedzUsuń