czwartek, 9 sierpnia 2012

Praktyka - część 1: Pozwól mi wejść

  Nie lubię nosić garnituru. Odnoszę wrażenie że twórcy tego typu ubiorów mają gdzieś głęboko zakorzenioną w swej świadomości myśl o treści "Cierpcie, wy wytworne dupki!". Czuję że uwiera mnie na każdym kroku. A może to tylko moje urojenia? Nie, wy złośliwcy - nie noszę za małego egzemplarza.
  I tak stoję, jedyny facet w garniturze przyciągający spojrzenia reszty pasażerów autobusu, człowiek dręczony przez wątpliwości, które gnębiły, gnębią i będą gnębić setki moich koleżanek i kolegów odbywających praktyki. Co jeśli ludzie w robocie okażą się burakami? Co jak zaczną mnie odpytywać z fachowej wiedzy, której mimo dwuletnich studiów wciąż nie mogę w sobie znaleźć? Co jak dadzą mi do zrobienia coś zbyt trudnego/głupiego/bezsensownego?
  Wkraczam do budynku. Pierwsza przeszkoda - bramki.
  Co chwila przez drzwi obrotowe za mną nadciągają ludzie, którzy odblokowują je przy użyciu swoich kart identyfikacyjnych po czym udają się w stronę wind. Jest to jedyna droga na wyższe piętra, gdzie mam się spotkać z panią z działu kadr.
  Nie mam karty identyfikacyjnej.
  Za biurkiem recepcji nie ma żywej duszy.
  Po kilku minutach z góry schodzi miła pani, która pomaga mi dostać się do odpowiedniego miejsca. Zostaję przekazany drugiej pani - bardziej energicznej i uśmiechniętej. Zostaję zapytany czy życzę sobie coś do picia i poproszony o zaczekanie w sali konferencyjnej.
  Sala konferencyjna? Co oni będą mi robić?
  Uśmiechnięta zjawia się po chwili z plikiem papierów. Mam je przeczytać, zanim zacznę podpisywać papiery. Mam na to godzinę. Po jej wyjściu okazało się że to 50 stron paragrafów dotyczących zachowania tajemnicy bankowej. Jak zaklejać koperty, jakie cechy powinno mieć pomieszczenie do przechowywania kopii zapasowych.i co mi zrobią jak przekażę ważne informacje komuś z zewnątrz. Trochę jak czytanie umowy licencyjnej przed instalacją. 
  Papiery podpisane. Czas poznać szefa i miejsce pracy. W tym celu muszę zjechać na dół i udać się do sąsiedniego budynku. Mówiłem już że nie mam karty identyfikacyjnej?
  Udało się. Okazało się że ktoś uprzedził recepcjonistkę że przyjdę. Tak! Jadę windą w górę! Praktyki, nadchodzę! Winda staje na moim piętrze, wychodzę z niej w dużo lepszym nastroju. Zmierzam zdobywać doświadczenie i podglądać profesjonalistów przy pracy. Dzięki temu stanę się w pewnym stopniu tak kompetentny jak oni. Tak!
  Zgadnijcie, czego potrzebuję żeby wejść do biura?
  W końcu zostaję wpuszczony przez panią sekretarkę - przesympatyczna pani, która prowadzi mnie w stronę interesujących mnie pomieszczeń.  Najpierw chcę iść do dyrektora, celem dopełnienia uczelnianych formalności żeby żadne biurokratyczne cholerstwo nie psuło mi radości z pracy. Pani Orient, sekretarka, która wpuściła mnie do biura sprowadza mnie szybko na ziemię przekazując mi dwie istotne wiadomości:
1) Pan dyrektor był uprzejmy zostać tatusiem. Jako że jego życie zostało przewrócone do góry nogami wziął sobie urlop. Na szczęście praktyka trwa miesiąc, więc prędzej czy później go dopadnę.
2) Facet od wydawania kart dostępu wziął sobie wolne.


                                                                       C.D.N.
 

3 komentarze:

  1. Współczuję, to musi być męczące. Ale życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bynajmniej, Toff. Zobaczysz to po lekturze kolejnej części serii.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahah, nie cierpię takich sytuacji. Mam nadzieję, że następnym razem też Cię ktoś wpuści od razu! pzdr

    OdpowiedzUsuń