wtorek, 14 sierpnia 2012

Praktyka: Cicha woda


  Najogólniej rzecz biorąc praca moich kolegów z biura polega na komunikowaniu się z klientami będącymi firmami i zaspokajaniem ich wszelkich potrzeb. Jako że podmioty mają różne potrzeby i są reprezentowane przez ludzi charakteryzujących się różnym stopniem bystrości, zróżnicowanych zadań i emocji nie brakuje. W zasadzie obsługa ich sprowadza się do pośrednictwa, jako że po otrzymaniu zlecenia pracownicy zazwyczaj kontaktują się z kolegami z różnych działów, po czym po załatwieniu przez nie sprawy dają znać klientowi. W kontaktach międzydepartamentowych dominuje jednostka organizacyjna, którą określę jako Linia.
  Jak powszechnie wiadomo z największych błahostek powstają największe problemy. Bardzo duża ilość konfliktów wybucha nie tylko  między bankiem a firmą, ale również na przykład między Wąsikiem a opieszałym kolegą z Linii, który nie okazuje ani profesjonalizmu, ani szacunku. Przynajmniej według Wąsika.
  Tak też było dzisiaj, jednakże w awanturę włączyła się reszta kolegów. Kiedy emocje opadły, wszyscy powrócili do swoich biurek. Zapadła grobowa cisza. Uznałem to za dobry moment żeby dowiedzieć się więcej o sprawie tytułem zdobywania doświadczenia.


Szarozielony podniósł wzrok znad składanego właśnie łabędzia-origami i rozejrzał się po pomieszczeniu. Wszyscy siedzieli przy swoich stanowiskach i posępnie wpatrywali się w monitory. Odłożył figurkę i przeciągnął się. Jako że nie przywykł do żargonu i nie posiadł zbyt dużej wiedzy o procedurach bankowych, nie wiedział, co było powodem draki. Trzeba było spytać jednego z kolegów. Szarozielony nie cierpiał ludzi natrętnych i sam bardzo starał się za takiego nie uchodzić. Jednak był zbyt znudzony, by czuć podobne opory.
 Nachylił się do siedzącego naprzeciwko Milczka:
-Milczek, masz chwilę?- zagaił.
-Mhm- odpowiedział młody bankowiec.
-Powiedz mi proszę, o co tu przed chwilą poszło? Znowu coś z Linią?
  Milczek westchnął i wyprostował się w biurowym fotelu. Oczy miał przymknięte. Tego dnia ciśnienie dawało się we znaki.
- Generalnie chodzi o to, że naszym kolegom z Linii sprawa wymagająca góra trzyminutowej uwagi zajmuje jakieś pół dnia albo i więcej. Jest to tym bardziej niewygodne, im bardziej sprawa jest złożona i im mniej klient ma czasu.
-Rozumiem- skinął głową Szarozielony - A może by pofatygować się do nich osobiście, zamiast obierać drogę mailową bądź telefoniczną? Raz, ciężej ignorować człowieka, który zjawił się pogadać osobiście, dwa- jak będziemy ich bardziej naciskać to się pospieszą dla własnego spokoju.
- Nie da rady - mruknął Milczek - siedzą w innym budynku w centrum miasta.
- Dlaczego? - zdziwił się praktykant
Milczek otworzył szerzej oczy. Malujący się w nich wyraz sprawiłby, że Hannibalowi Lecterowi zimny dreszcz przeszedł by po plecach. Szarozielony przełknął ślinę.
 - Bo inaczej dostali by wpie*dol - warknął Milczek



   Tak, wiem. Puenta opowieści nie jest jakoś strasznie wyszukana jak to często bywa z historiami wziętymi z życia. Czegoś mnie jednak nauczyła: jeżeli kolega z pracy prosi o pomoc - nie ociągaj się. Kto wie, ilu wśród nich jest Milczków?

                                                                                                                             Szarozielony

4 komentarze:

  1. No widzisz, każda sytuacja może nas czegoś nauczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. pofatygować się osobiście! zawsze się boję tego typu konfrontacji, wpie*dolu również. no cóż, widzisz teraz jak działa ta maszyna... powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Opis Milczka w poprzednim wpisie pasował mi do mordercy - miałem nosa ;P

    OdpowiedzUsuń