środa, 11 lipca 2012

Nocne udręki

  Gdzieś słyszałem że tytuł artykułu jest kwestia wybitnie istotną, jako że po odpowiednim dobraniu słów przyciąga uwagę każdego kto odwiedzi stronę. Myślę, że ten spełni swoją funkcję prawidłowo. Już oczyma wyobraźni widzę zbereźne uśmiechy niektórych odbiorców. Czujcie się schwytani! Teraz, kiedy Was dotarłem posługując się techniką dziennikarskiej manipulacji zmuszę Was do przeczytania moich wynurzeń.
  Do rzeczy.
  Nie przepadam za latem. Jednym z najważniejszych powodów jest fakt, że w moim odczuciu upał zaczyna się od dwudziestu stopni. Cierpienia są tym większe, kiedy występuje konieczność przywdziania eleganckiego stroju i udawania że czuję się w nim świetnie. Jednakże na dłuższą metę bardziej wyczerpujące są specyficzne zmiany w moim zegarze biologicznym.
  Mój mózg, narząd, który został obarczony odpowiedzialnością za funkcjonowanie całości mojej osoby zaczyna olewać narzucone przeze mnie godziny pracy. Gdzieś w okolicach godziny czternastej przechodzi w Tryb Zombie, co skutkuje upośledzeniem moich umiejętności społecznych, spowolnieniem czasu reakcji itp. Krótko mówiąc - jedno wielkie nieogarnięcie.
  Natomiast w godzinach wieczornych sytuacja się zmienia. Mózg zaczyna wtedy nadrabiać zaległości w rozmyślaniach jakich narobił sobie za dnia. Nie dość że noce wydają się być jeszcze gorętsze niż dzień, że leżę nagi przykryty symboliczną poszwą na kołdrę przy otwartym szeroko oknie. Nie dość że jacyś pijacy upodobali sobie moją okolicę jako miejsce spacerów. Mało  że koty drą się nieustannie, na przemian odbierając i dając życie. Jako gwóźdź nocnego programu jestem raczony swoimi własnymi przemyśleniami.
  I leżę o trzeciej w nocy usiłując odprężyć się i usnąć. Ale nie mogę. Do głosu dochodzi między innymi moje sumienie. Rozmyślam o wszystkich sytuacjach kiedy podjąłem złą decyzję i dręczę samego siebie wizjami swojej osoby pławiącej się w szczęściu gdybym tylko postąpił inaczej. Roztrząsam też dawne sytuacje z płaszczyzny stosunków damsko-męskich, a mianowicie ile przyjemnych chwil bym spędził gdybym wcześniej odcyfrował kilka subtelnych aluzji. Również jestem ochrzaniany przez siebie samego za wszystkie wady i niedoskonałości. Pomimo nieprzyjemności jest to cenne doświadczenie - wiem, że kiedy Szarozielony kogoś opieprza to staje się BARDZO nieprzyjemną osobą.
  Zastanawia mnie jedno - skoro już nie mogę zasnąć bo rozmyślam i wspominam, to czemu, do cholery, te myśli i wspomnienia nie mogą być przyjemne? W końcu ich też trochę było.
  Koniec końców zawsze przychodzi wybawienie w postaci mocno spóźnionych objęć Morfeusza. Bardzo mnie cieszy fakt że ostatnio nie miewam snów.
  Mówi się, że jeżeli nie możemy spać to znak, że ktoś nas śni. Jeszcze nie wiem czy to dobrze, czy źle.
  Drodzy Czytelnicy, pomimo nocnych upałów życzę Wam spokojnej nocy i miłych snów.
                                                                                                                      Szarozielony

P.S. Zastanawiam się kto z USA, Wielkiej Brytanii i Rosji czytuje mój blog. Bardzo proszę przyznać się w komentarzach, bo jestem tego strasznie ciekaw.
 

3 komentarze:

  1. Wiem, że być może łatwo powiedzieć, bo czasami myśli trudno skontrolować, ale stara się nie rozpamiętywać nigdy przeszłości i myśleć optymistycznie. W końcu popełnionych błędów już nie cofnę, a myśląc o nich mogę się tylko dobić. Lubię myśleć o tym, co jest teraz i robić wszystko, żeby rozwiązać problemy. No i przyznam, lubię sobie czasem przed snem pomarzyć :) Czasem się spełnia, polecam.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, o błędach można sobie pomyśleć, ale tylko po to, żeby nie popełnić ich ponownie i wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam z Wielkiej Brytanii i jestem pod wielkim wrazeniem, zaintrygowala mnie Twoja osoba... czytam dalej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń