czwartek, 5 lipca 2012

Fan. Wiesz od czego to skrót?

  Witajcie!
 Chciałbym poruszyć dzisiaj kwestie dystansu do pewnych zjawisk, a właściwie jego braku. Jak doskonale wszyscy wiemy ów brak jest szkodliwy i prowadzi do wielu konfliktów. Czasami wręcz zbrojnych.
  Jednak to konkretne zjawisko jest o tyle ciekawe, że występuje powszechnie i według wielu ludzi świadczy pozytywnie o naszym rozwoju kulturowym i duchowym. "Brak dystansu aprobowany przez ludzi? Co ty chrzanisz!?" zakrzyknie część z Was. Już tłumaczę o co mi chodzi, a Wy zadecydujecie czy mój dzisiejszy wywód można zaliczyć do moich spostrzeżeń czy może urojeń.
  Mowa o osobach tytułujących się fanami.
  Mówiłem, że zjawisko jest powszechne?
  Od razu rodzi się pytanie: co w tym złego?
  Podczas lektury jednej z książek sir Terry'ego Pratchetta (jeżeli ktoś lubi fantasy i angielski humor a jakimś cudem nie słyszał o tym panu to właśnie lista pozycji do przeczytania znacząco się wydłużyła) jedna z postaci mówi, że słowo "fan" to skrót od "fanatyka". Dlaczego nie zauważyłem tego wcześniej?
  Podczas rozmowy z wydawało się bardzo sympatyczną panną temat zszedł na muzykę, a konkretnie osobę niejakiego Kurta Cobaina. Miałem problem, albowiem stan mojej wiedzy o tym panu był nędzny. Widziałem tylko tyle że: 1) był narkomanem  2) popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę  3) śpiewał w jakimś zespole. Kiedy się z tym ujawniłem moja rozmówczyni wpadła w furię. Dowiedziałem się od niej że ***** wiem o prawdziwej muzyce i że zapewne słuchałem utworów zespołu Feel. Po czym dialog się zakończył.
  Jeżeli ktoś zastanawiał się jak się czuła średniowieczna czarownica w ostatnich dniach żywota to polecam mu to doświadczenie.
  Mam świadomość że nie wszyscy  zamykają oczy na ciemne strony obiektów swych sympatii, ale z moich obserwacji wynika że przez utratę krytycyzmu wobec nich bardzo duża ilość osób nie jest w stanie brać udziału w dyskusjach na ten temat.
  "Ten alkohol i narkotyki to było jej wołanie o pomoc! Ona potrzebowała wsparcia w tym ciężkim dla niej okresie!" - tak, droga fanko, a Ty rzecz jasna te wsparcie jej zapewniłaś? Nie? A te deklaracje podziwu i miłości? A, nieważne...
   Dobrze jest mieć zainteresowania. Sztuka jest ważna. Autorytety są ważne (to, że wiele osób uważa za autorytet piosenkarzynę rzucającego banałami to chyba temat na inne rozważania). W dzisiejszych czasach, gdzie sztab speców od PR i marketingu może wylansować każdą osobę, którą na to stać mamy do czynienia z kreowaniem owczego pędu, który może nas porwać.
  Moja prośba do Was: miejcie dystans do tego, co aktualnie jest promowane. Nie dajmy się przerobić na fanatyków, nieświadomych tego że ich poglądy wyrobił jakiś pijarowiec.
  Dzisiaj było strasznie ponuro. No nic, w końcu takie przemyślenia też nas nachodzą. Pytanie do Was: dzisiejszy post zakwalifikujecie do przemyśleń czy do urojeń?
                                                                                                                     Szarozielony
 



2 komentarze:

  1. Zdecydowanie nie urojenie. Ludzie, którzy lubią jakąś muzykę, mają tendencję do idealizowania pewnych wykonawców. Muzyka to co innego, życie prywatne piosenkarza albo muzyka to już inna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uff, dzięki! Już myślałem że oszalałem.

    OdpowiedzUsuń