piątek, 22 czerwca 2012

"Ze mną się nie napijesz...?!"

  Witajcie, długo nie aktualizowałem swojego bloga. Ma to bezpośredni związek z  tematem poprzedniego posta. Sesja jest okresem w którym leniwy student taki jak ja musi zapłacić za dni słodkiego nieróbstwa każdą wolną chwilą.
  Ale do rzeczy. Chciałem dzisiaj napisać o mojej przypadłości, która wprawia ludzi z mojego otoczenia w osłupienie. Kalectwo powodujące że moi bliscy popadli w czarną rozpacz. Zboczeniu, na widok którego "tolerancyjni" hipokryci którzy nawet nie mrugną okiem na widok mężczyzny ubranego wyłącznie w pół metra łańcucha wpadają w szał i pragną umieszczać mnie w miejscach odosobnienia. Odchyle będącym powodem mojego ostracyzmu społecznego w niektórych kręgach.
  Jestem abstynentem. Nie piję alkoholu.
  Tak, możecie wysyłać sms-y o treści "Pomagam".
  Wiele osób pytało mnie dlaczego zdecydowałem się wieść życie wybryku natury jakim jest niepijący student. Powodów jest sporo. Teraz, w chwili przerwy między siedzeniem nad kolejnymi materiałami wymaganymi na egzamin wymienię te najważniejsze. Pobawię się w pseudo-nowoczesno-tolerancyjnego działacza i spróbuję oświecić "Ciemnogród" (uwielbiam jak używają tego słowa!) i przybliżyć Wam sposób myślenia mniejszości. Nie bójcie się, nie będę się obnażał- tak "nowoczesny" nie będę.
  1) Pogarda dla kultu używek. Jesteś na weselu- masz pić! Idziesz na imprezę do czyjegoś domu- masz pić! Masz okazję i akurat nie robisz niczego ważnego- masz pić! Stłukła się butelka piwa- masz płakać! Tego typu podejście wynika bezpośrednio z obserwacji ludzi, opowiadanych kawałów czy wypowiedzi pseudo-elity. Wynika z tego fakt, że alkohol wraz z resztą używek stoi i powinien stać wysoko w ludzkiej hierarchii wartości. Że weekend bez C2H5OH można śmiało spisać na straty. Tego typu podejście uważam za żałosne. Ten typ rozumowania powinien być tępiony wśród młodzieży gdyż powodował, powoduje i będzie powodował tragedie jeżeli się utrzyma. Dzieciaki wyrastają w poczuciu że wchłanianie etanolu jak gąbka to ich psi obowiązek wobec towarzystwa. I jak ten kraj ma wyjść ze swojej obecnej sytuacji z takim społeczeństwem?
  2) Względy ekonomiczne. Jako że również nie palę papierosów mój mały prywatny rachunek kosztów prezentuje się o wiele lepiej  niż w przypadku moich drogich rówieśników, którzy z różnych powodów zostawiają pieniądze w sklepach monopolowych w zamian za "wyposażenie". Niezmarnowane w ten sposób środki mogę wykorzystać w innym celu (na przykład na wypadek kiedy przebieg sesji nie przebiegnie po mojej myśli). Nie wydawanie pieniędzy na pierdoły to świetny sposób na utrzymanie dobrej sytuacji finansowej. Kurde, szkoda że nikt z rządzących nie czyta tego blogu, może wysunęliby jakieś wnioski...
  3) Są stany, w które wolę nie wstępować. Kiedyś stwierdziłem że bycie jedynym niepijącym na imprezie domowej przypomina wycieczkę do zoo. Mogę usiąść, popatrzeć na ich nieporadne ruchy, posłuchać co plotą (mam chore poczucie humoru, więc czasem mnie to bawi). W liceum widziałem mnóstwo osób, które zasugerowane punktem pierwszym przekraczały granice. Nigdy nie zniżę się do tego poziomu. Nigdy. Trzeba mieć do siebie trochę szacunku. Jestem osobą niemającą umiaru w jedzeniu i piciu, więc w moim przypadku zagrożenie było realne.
  4) Smak. Nie spotkałem wyrobu alkoholowego, który by mi smakował. Wobec tego nie zamierzam ich pić. Czysta logika. Osoba pijąca wódkę spytana dlaczego to robi mimo podłego smaku odpowiedziała bez ogródek że chce się upić. Co sądzę o  takim podejściu? Patrz punkt 3 i 5.
  5) Nie muszę! Zapytałem kiedyś grupę dziewczyn czemu piją. Odparły nie od razu (były wyraźnie zmieszane) że "robią to po to, żeby się dobrze bawić". Identyczne odpowiedzi uzyskałem od wielu innych osób. Śmierdzi mi to tandetną wymówką. Będąc osobą empatyczną do dobrej zabawy potrzeba mi jednego i tylko jednego czynnika.
  Dobrego towarzystwa.
  Zatem z mojego punktu widzenia osoby pijące alkohol "żeby się dobrze bawić" są cholernie nieszczęśliwe. Po głębszym zastanowieniu sentencja staje się wręcz obraźliwa, gdyż może oznaczać "piję, bo w tym towarzystwie (czyli twoim też) nie mogę się bawić na trzeźwo". Smutne, ogromnie smutne.
  Wymieniłem chyba najważniejsze czynniki, które skłoniły mnie do abstynencji. Mam nadzieję że spojrzenie na temat z innego punktu widzenia Wam się spodobało. Pamiętajcie, nie chcecie pić- nie pijcie! Tak samo jak z poprawnością polityczną nie możemy dawać się zniewolić powszechnemu idiotycznemu sposobowi myślenia. Osoba, która nie akceptuje Waszego indywidualizmu nie zasługuje na miano waszego znajomego, a co dopiero przyjaciela. Życzę Wam miłego wieczoru.
                                                                                                                         Szarozielony

6 komentarzy:

  1. Nic dodać, nic ująć - w stu procentach zgadzam się z tym wpisem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy wpis, ale stawiaj spacje przed myślnikami, a nie tylko po nich, bo to razi w oczy przy czytaniu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem, twój punkt widzenia i w pełni popieram :) Ja również studiuję i nie piję alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
  4. tak sobie grzebię w Twoim blogu i postanowiłam się wypowiedzieć, uwaga.
    jak widać jestem tu w mniejszości, więc postaram się bronić postawy studenta sięgającego czasem po alkohol...
    oczywiście rzucam pogardę na ludzi, którzy piją, żeby się upić... jasne, ma się wtedy 'odpały', jest się bardziej otwartym i odważnym, gadka lepiej idzie... ale samo upijanie się jest kiepskie. po co pijemy? to rozluźnia. miło się rozmawia przy piwie. ale przy piwie, ewentualnie dwóch, nie siedmiu... ja po prostu lubię taką atmosferę siedzenia z kuflem, haha, ja to jestem. co dalej? smak. tak, do piwa trzeba dorosnąć, jeszcze półtora roku temu nie mogłam na nie patrzeć, a jego zapach kojarzył mi się z żulem. może teraz jestem żulem, bo mi się podoba. wódkę można połączyć z sokiem, syropami, owocami, uuu nawet galaretką i wtedy jest pysznie! do niczego niemoralnego nie namawiam, ale na pewno znalazłbyś jakąś kombinację, która by Ci pasowała. :) co do względów ekonomicznych, bez przesady... można się zaopatrzyć niezbyt drogo, ja w paryżu mam zadanie utrudnione, piwko w knajpie to 5 euro... papierosy są o wiele droższe, ale to mnie nie obchodzi bo na szczęście nie miałam nigdy żadnego w ustach. ok, nieskładna Bina, wracam do picia dla samego faktu upijania się... 'dobra zabawa' - coś w tym jest, i mimo, że delikatnie mówiąc nie popieram tego podejścia, to jednak je rozumiem. po alkoholu łatwiej jest nawiązać rozmowę (np. z płcią przeciwną) lub wykonać taniec życia. gorzej, jeśli nie znamy granic - wiadomo, jak to się kończy. zawsze trafimy na kogoś (najgorzej, jak to dziewczyna), komu puściły hamulce, a to niezależnie od okoliczności jest żałosne. można się z kogoś pośmiać, jeee. to jest już słabe.
    podsumowując - czemu nie, jeśli tylko wiemy, jak (i z kim). ja dyskusję przy piwie czy tańce po kilku drinkach uważam za przyjemne, ale co kto lubi. :)

    sorry for the long post

    OdpowiedzUsuń